Ostatnio trafiłem gdzieś na ogłoszenie: AAAATanio sprzedam adidasy typu nike marki takiej to a takiej, nie mającej zresztą nic wspólnego z poprzednio w owym anonsie wymienionymi. Takie mamy czasy, że chińscy producenci telefonów usilnie próbują kopiować urządzenia z nadgryzionym jabłkiem w logo, zaś domorośli bimbrownicy z Podlasia imitują whisky dosypując do "księżycówki" kupione w Internecie wióry z beczek po szkockiej.

Użytkownicy chińskich telefonów zakładają na nie pokrowce, pozwalające zamaskować plebejskie pochodzenie swojego urządzenia oraz poniżający brak napisu: designed by apple inc. (mimo, że dalsza część frazy na obu urządzeniach jest taka sama: manufactured in china).

Podobnie jest z whisky z szopy pod Hajnówką. W tle niby migocze aromat dębowej beczki, jednak napój pali jak zwykle. Tutaj przynajmniej wytwórca, istny doktor Frankenstein gorzelnictwa jest jakiś taki swojski, swoim szczerym uśmiechem spod wąsa złagodzi drożdżowo-spirytusowy aftertaste.

Po co to wszystko? Kolega od iOS i tak szybko zorientuje się, że jesteś blagierem, gdy tylko zobaczy jaki kolor mają dymki twoich smsów, a wuj Frankenstein koniec końców zrozumie, że od tych trocin to co najwyżej głowa bardziej boli.

Tylko po co ten przydługi wstęp, zapyta ktoś. Ano, bo manufaktura Micro zaprezentowała nowości, które moim zdaniem mogą stanowić przedmiot wiwisekcji, której spektakularny finał ujawni różnice między inspiracją a kopią.

Micro nie pierwszy raz do współpracy zaprasza Roberto Cicchine.

Roberto Cicchine


Cicchine już od kilku lat daje się poznać jako projektant prostych, funkcjonalnych przedmiotów, niepozbawionych jednak pewnej siły i wyrazistości. Jako fotograf jest uważnym obserwatorem, poszukującym wokół siebie geometrii, łagodnych kolorów, wymownej gry światła.

Od niemal samego początku tworzy on MICRO.

Przygaszone nieco, choć szlachetne i finezyjne monokolory i czerpiąca garściami z modernistycznych ideałów prostota to wizytówka Progetto MICRO.

Odświeżona gama produktów została poszerzona o monochromatyczne ceramiczne "boazeryjne lamperie", czyli Perlinato oraz Familiar podłogowe płytki przypominające lastryko.

Micro by Terratinta Group Perlinato Gres porcellanato per rivestimenti  interni




O ile Perlinato zdaje się być konsekwentną kontynuacją świetlistej ścieżki błogosławionej prostoty, to kiedy po raz pierwszy usłyszałem o koncepcji serii Familiar na mych skroniach pojawiła się rosa zimnego potu, a bicie serca zamarło na długą, nieprzyjemną chwilę.

Na szczęście stan ten nie potrwał długo.

Bo po pierwsze Cicchine nawet nie próbował z chirurgiczną precyzją odwzorowywać terrazzo. Wziął pierwowzór, uprościł, przepuścił przez własny język projektowania i przeszczepił mu DNA marki MICRO. Nadał żywiczno-kamiennej powierzchni kolorystykę znaną z poprzednich kolekcji, dał nam do wyboru kilka wersji, różniących się "zagęszczeniem" "kruszywa", czyli mówiąc bez zadęcia - plamki mogą być rozmieszczone gęściej lub rzadziej. Et voila!


Micro by Terratinta Group Perlinato Gres porcellanato per rivestimenti  interni

Poza tym w MICRO nie ma miejsca na udawanie, tu nie chodzi o to, by jak najdłużej trzymać nas w jakimś złudzeniu. To nie wyścig, w którym wygrywa fałszerz, którego falsyfikat zostanie zidentyfikowany jako ostatni. O nie! Cicchine serwuje nam sentymentalną podróż przez lata '70 nie poprzez cyfrowo stworzoną rzeczywistość. On to robi za pomocą miłych skojarzeń i naszej własnej, nieokiełznanej fantazji.

Morał owego wywodu jest krótki. Nie sztuką jest udawać. Wywoływać przyjemną gęsią skórkę sentymentu poprzez proste, niemal symboliczne formy przekazu - to jest dopiero coś!


Zdjęcia: MICRO.